niedziela, 29 grudnia 2019

Rozdział drugi

Następnego ranka. Po nie przespanej nocy postanowiłam, że zapytam się mamy o mojego ojca. Może coś mi o nim powie choć przez lata unikała rozmowy. Wstałam z łóżka i udałam się robić sobie śniadanie. Dom był całkiem pusty. Jedyną osobą, która w środku była to byłam ja. Mama była w pracy, a mi zaczęły się wakacje. Po śniadaniu włączyłam laptopa i otworzyłam folder z muzyką. Zaznaczyłam wszystko co było w środku, a po chwili ją włączyłam. Po krótkiej chwili mogłam już śmiało wziąć się za sprzątanie całego domu przed powrotem mamy z pracy. Kiedy skończyłam sprzątać parter i pierwsze piętro mogłam śmiało udać się na strych, aby przynieść moje ukochane wrotki. Wyciągnęłam drabinę, która tam prowadziła i zaczęłam wchodzić po niej. Wszystko było zakurzone. Wcześniej tutaj nie wchodziłam ponieważ nie było mi wolno, ale przecież nie będę czekała aż wróci mama z pracy skoro chce teraz iść pojeździć. Załamałam najważniejszą
 zasadę, która panowała w tym domu. Ciekawe dlaczego nie mogłam tutaj wchodzić. Ukrywa coś przede mną? Nie rozumiem. Przeszukując strych natrafiłam na ładnie opakowane pudełeczko. Wyglądało tak jakby leżało tam od dawna i nigdy nie było otworzone. Na ładnie związanej wstążce zobaczyłam karteczkę z moim imieniem.
Czyżby to miał być prezent dla mnie? Czemu go nie dostałam? - powiedziałam na głos.
Bez wahania chwyciłam za prezent oraz moje wrotki, które leżały tuż obok i zeszłam na dół. Schowałam drabinę i udałam się prosto do mojego pokoju. Wrotki położyłam koło biurka, a prezent na łóżku. Długo się zastanawiałam czy go otworzyć, czy najpierw pokazać mamie. Schowałam go pod łóżko w razie gdyby mama wróciła szybciej z pracy. Ubrałam się wygodnie i chwyciłam za wrotki. Sięgnęłam po klucz i wyszłam z domu. Na schodach, które znajdowały się na moim podwórku je założyłam. Pojechałam prosto do skeytpark aby uczyć się nowych tricków na nich. Mimo skupienia podczas jazdy na ich przechodziły mi myśli na temat tego
 prezentu, który znalazłam. Byłam ciekawa jej zawartości. Może tam jest coś związanego z moim pochodzeniem. Po godzinie spędzonej na wrotkach postanowiłam wrócić do domu tą samą drogą.  Kiedy byłam na miejscu. Weszłam na podwórko i usiadłam na schodach. Ściągnęłam wrotki, a potem otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zamknęłam drzwi. Udałam się w stronę strychu aby schować moje wrotki. Ściągnęłam drabinę i weszłam na górę. Odłożyłam wrotki na swoje
miejsce, a potem zeszłam na dół. Udałam się w stronę mojego pokoju. Schyliłam się pod łóżko aby wziąć prezent. Chciałam go otworzyć, ale usłyszałam głos mojej mamy więc szybko go schowałam i zeszłam na dół. Była w kuchni i rozpakowywała zakupy.
- Jak ci minął dzień słonko? - spytała mama Simona
- Dobrze. Mamo mam pytanie - powiedziałam patrząc na podłogę
- Jakie córeczko? - spytała
- Tak się ostatnio zastanawiam... - powiedziałam
- Tak... - powiedziała zaniepokojona
- Kim jest mój ojciec?  - spytałam
- Nie masz innych zajęć niż pytanie o głupoty - powiedziała mama zdenerwowana więc o nic więcej nie pytałam i udałam się z powrotem do mojego pokoju. Domyślałam się, że tak może odpowiedzieć ponieważ za każdym razem tak reaguje kiedy o niego pytam więc muszę sama się dowiedzieć kim on jest. Tak myślę może w tym prezencie jest odpowiedź na to pytanie. Wiem co muszę zrobić. Muszę jakoś zdobyć numer tego całego Pedro i może on mi powie prawdę. Wróciłam do mojego pokoju z myślą, że muszę otworzyć ten prezent. Schyliłam pod łóżko i wzięłam do ręki prezent. Położyłam na łóżko, a po chwili usiadłam obok. Chwyciłam za kawałek wstążki i pociągnęłam ją. Podniosłam wieczko od prezentu. Moim oczom ukazały się jakieś dokumenty. Wyrzuciłam zawartość na łóżko i zaczęłam je przeglądać. Kartka po kartce, aż w moje ręce wpadły dwa dość dziwne dokumenty. Jeden z nich było moim aktem urodzenia. Był on podobny do tego co pokazała mi mama tylko różniło się miejscem urodzenia, a także rodzicami. A drugi dokument, który miałam w ręce to dokumenty adopcyjne. Między moją mamą a obcymi mi ludźmi. Na dokumentach znajduje się imię i nazwisko Pedro. Przez dłuższy czas wpatrywałam się w dokumenty i nie mogąc uwierzyć w to co właśnie przeczytałam. Z tego wynika, że Pedro jest moim ojcem biologicznym. Czemu mi nie
powiedziała, że jestem adoptowana i okłamywała mnie przez tyle lat. Wolałam się dowiedzieć od niej o takich sprawach. Po chwili schowałam wszystkie dokumenty do pudełka, zamknęłam je i schowałam pod łóżko. Oparłam głowę o poduszkę i zaczęłam rozmyślać o tym kim jestem, dlatego Simona mnie okłamała. Nie będę już do niej mówiła ,,mamo'' skoro nią nie jest. Owszem wychowała mnie i dała mi kochającą rodzinę, ale nie wybaczę jej, że ukrywałą to przed de mną. Jak mogła mi to zrobić? Z zamysłu wyrwało mnie pukanie do drzwi. Usłyszałam głos Simony.
- Córeczko możemy pogadać? - spytała przez drzwi.
- Wejdź Simona. - powiedziałam
- Przepraszam, że nie mówiłam Ci kim jest Twój ojciec. To jest długa historia...- przerwałam jej
- Już wszystko wiem. Znalazłam dokumenty, z których wynikało, że jestem adoptowana oraz mój prawdziwy akt urodzenia. Dlaczego mnie okłamywałaś przez tyle czasu? - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Nie wiedziałam jak ci powiedzieć. Bałam się, że cię stracę córeczko. - powiedziała Simona
- Gdybyś mi powiedziała wcześniej to być mnie nie straciła, a tym czasem wynoś się z mojego pokoju. Nie jesteś już moją matką. - powiedziałam i pokazałam drzwi wychodzące z mojego pokoju
- Martina  proszę posłuchaj mnie. Jestem i zawsze będę Twoją matką nie ważne jak długo będziesz na mnie zła za to co zrobiłam oraz nawet jeżeli odnajdziesz swoich biologicznych rodziców. - powiedziała i wyszła zapłakana z mojego pokoju. Zakryłam się kocem i zaczęłam mocniej płakać. Nie docierało do mnie co ja właściwie powiedziałam. Byłam w strasznym szoku. Muszę oswajać się z myślą, że jestem adoptowana. To jest dziwne uczucie. Przez cały czas żyłam z
świadomością, że oni są moimi rodzicami biologicznymi, a teraz to się okazuje, że to nie jest prawda. Potrzebuję czasu aby się oswoić z tym uczuciem. Właśnie rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu. To początek nowej mnie i nowej historii. Położyłam głowę na poduszkę i zaczęłam się wpatrywać w sufit. Wyobrażałam sobie jak to jest być wychowanym przez biologicznych rodziców. Zadając sobie w tym czasie pytanie: Czy inaczej by wyglądało moje życie? Nie wiedząc kiedy zasnęłam. Poczułam jak ktoś przykrywa mnie kocem. Po dwóch godzinach drzemki spojrzałam na stolik nocny, który znajdował się tuż obok łóżka. Tam była oparta karteczka od Simony. Chwyciłam ją i zaczęłam czytać. Napisała tam to zwykle, że pojechała do pracy oraz, że obiad mam już zrobiony i listę obowiązków. Nie miałam najmniejszej ochoty robić tego co ona mi kazała. Przecież nie jest moją matką biologiczną aby mi rozkazywać. Wstałam z łóżka i udałam się w stronę jej sypialni. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zaczęłam się rozglądać po pokoju. Podeszłam do
komody, która znajdowała się tuż pod telewizorem. Otworzyłam pierwszą szufladę, w której znajdowały się jej dokumenty. Wiem, że nie powinnam tak robić, ale chcę upewnić się czy na prawdę Pedro jest moim ojcem, a na to muszę zdobyć jakiś dowód. Na popełnione przestępstwo musza być jakieś zarzuty tak jak w filmach, więc i w realnym życiu też tak musi być przecież. Zaczęłam przeglądać po woli dokumenty, które tam się znajdowały. Wśród dokumentów znalazłam kopertę w środku jej znajdował się czek i list do mnie. Miałam mętlik w głowie, kiedy to znalazłam. Nie rozumiem tego wszystkiego to w końcu jestem adoptowana czy moi biologiczni rodzice mnie sprzedali ? Dlaczego moi biologiczni rodzice chcieli się mnie pozbyć? To jest dla mnie za dużo jak na jeden dzień. Po tym znalezisku nie miałam ochoty na dalsze poszukiwania, więc schowałam wszystkie dokumenty do szuflady zostawiając tylko tą kopertę. Zamknęłam ją i wyszłam z pokoju zamykając za sobą drzwi. Wróciłam do swojego pokoju i zaczęłam płakać. Kiedy się uspokoiłam zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, aby jej opowiedzieć o tym co się dowiedziałam. Dzwoniłam kilka razy pod rząd ale nie odebrała. Może jest na treningu dlatego nie odbiera ode mnie. Ale to nic jak zobaczy, że dzwoniłam to odzwoni. Nie mogę opanować łez. Mam tak przez cały dzień. Wszystko mnie przerasta w tym momencie i nie radzę sobie z tymi informacjami. Może powinnam od tego wszystkiego odpocząć. To wszystko dzieje się za szybko jak dla mnie. Wstałam z łóżka i zabrałam ze sobą telefon, a potem udałam się do salonu. Podeszłam do regału z książkami. Zaczęłam przeglądać tytułu książek, aż w końcu znalazłam moją ulubioną książkę. Nosi ona tytuł: ,,Nigdy nie ufaj złoczyńcy''. Opowiada o dziewczynie, która po ukończonych studiach wyjeżdża do Warszawy aby pracować w telewizji. Zakochuje się w chłopaku choć na początku nie jest pewna co do swoich uczuć ale to nie przeszkadza jej, aby dążyć do spełnienia marzeń. Już tyle razy ją czytałam, że każdy jej fragment znam na pamięć, ale nigdy mi się ona nie nudzi. Zabieram ze sobą książkę i siadam na kanapie. Przykrywam się kocem i zaczynam czytać. Po dłuższej chwili czytanie przerywa mi pukanie do drzwi. Odkrywam się i wstaję z kanapy. Kieruje się w stronę drzwi. Patrzę przez wizjer i otwieram je. Kurier podaje mi przesyłkę i odchodzi, a ja wracam do domu. Przyglądam się paczce, którą trzymałam w rękach. Widniało tam moje imię i nazwisko. Poszłam do kuchni. Sięgnęłam po nóż aby otworzyć paczkę. Jak tylko zdjęłam pierwszą folię. Moim oczom ukazał się ładnie ozdobiony kartonik. Bez wahania otworzyłam go. Na samej górze znajdował się list, a pod nim były zapakowane jakieś rzeczy. Zamknęłam kartonik i zaniosłam go do swojego pokoju. Nie miałam ochoty go dalej otwierać na razie chciałam tylko uporządkować swoje wszystkie myśli i znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Kartonik położyłam pod łóżkiem, a sama położyłam się na nim. Położyłam głowę na poduszkę. Byłam tak zmęczona emocjami, które mi towarzyszyły, że nie wiedziałam nawet kiedy zasnęłam.


3 komentarze:

rozdział szósty

 Ze snu wyrwał mnie dźwięk telefonu. Chwyciłam go do ręki i spojrzałam na wyświetlacz. To była Skay moja przyjaciółka z dzieciństwa. Dawno s...